Wtorek, 11 sierpień 2020                                 www.MonikaBrodka.2Q.pl
 

   Menu główne
:: Strona główna

:: Biografia
:: Dyskografia
:: Wywiady Prasa

:: Galeria
:: Teledyski
:: Teksty

:: Forum

   Reklama

Portal ślubny, ślub, wesele
Portal dla kobiet
Sennik


  

WYWIADY, PRASA

Gala
Apetyt na Brodkę

Wygrała Idola, ale mówi, że nie chce powtórzyć losu zapomnianych gwiazdek z poprzednich edycji. MONIKA BRODKA wie, że muzyka to jej szansa. Siedemnastolatka z Twardorzeczki musiała dokonać trudnych wyborów, chcąc odnaleźć się w meandrach show-biznesu. Odnalazła się! Właśnie nagrała debiutancką płytę pt. Album. Czy będziemy świadkami narodzin gwiazdy?

Pobudka o świcie, tej nocy i tak pewnie ciężko jej było zasnąć. Potem 16 godzin spędzonych na tylnej masce kabrioletu i powrót do domu o trzeciej nad ranem. Pracując nad swoim pierwszym w życiu klipem, Monika Brodka nie dawała sobie taryfy ulgowej. Bo choć finalistka Idola ma dopiero 17 lat, to oprócz smaku sukcesu poznała również smak trwogi o to, co dalej. Po wygranej szybko zdała sobie sprawę, że zrobiła maleńki kroczek. I to być może w stronę przepaści. Przepadli bowiem jej poprzednicy z wcześniejszych edycji. Ona chce i ma wielkie szanse zostać gwiazdą, wyjątkiem od reguły. By tak się stało, nastolatka z Twardorzeczki zmieniła całe swoje życie.

Brodka, jesteś z plasteliny i jeśli trafisz w niepowołane ręce, możesz stać się kolejnym pop-potworkiem - te gorzkie słowa usłyszała po wygranej w Idolu z ust jurora Marcina Prokopa. - To był kop w moją dumę - mówi Monika. - Ja wam jeszcze pokażę - obiecała sobie wtedy. - Udowadniam, że taka nie jestem i nie chcę takich słów usłyszeć nigdy więcej! Zbliża się czas próby, za kilka dni ukaże się debiutancki Album Brodki. - Tu i teraz jest moja szansa na życiowy sukces, wiem to - mówi Monika.

W Twardorzeczce czas stoi w miejscu. Kilkanaście domów, wieś jakich setki w kraju. - Całe dnie poświęcałam muzyce, grałam na skrzypcach i śpiewałam, myśląc: muszę coś zrobić, ale nie przyjadę przecież do Warszawy z pustymi rękami - wspomina Monika. Wygrana w Idolu to mógł być dla niej jedyny sposób, by coś w życiu zmienić. Udało się. Od tamtej chwili minęło parę miesięcy, w filigranowym ciele Moniki Brodki z dnia na dzień coraz mniej jest dziewczynki spod Żywca. Jesteśmy świadkami narodzin gwiazdy?

Opuścić swój azyl, jak mówiła o Twardorzeczce, by rzucić się w wir wielkiego miasta, nie było łatwo. Monika odnajduje się w nowym miejscu powoli. Przyjechała do Warszawy w marcu, gdy tylko zdała wszystkie egzaminy i zaliczyła pierwsze półrocze w liceum w Żywcu. - To był trudny czas - wspomina. - Dzień po tym, jak zdałam egzaminy w starej szkole, przyjechałam do Warszawy i okazało się, że znów mam zaległości, bo tu semestr zaczął się dwa tygodnie wcześniej. Kumple z klasy zaakceptowali mnie od początku, gorzej było z nauczycielami. Nie mogłam liczyć na taryfę ulgową. Chyba zaskoczyłam ich tym, że nie "gwiazduję". Wolę nikomu za skórę nie zachodzić - opowiada Monika o szkole. - Makijaż? Tak, ale delikatny, żadnych ekstrawagancji. Popatrz na mnie: podarte dżinsy, bluza na suwak i czerwone adidasy, jestem normalną dziewczyną. - W Twardorzeczce jest cisza, spokój i mama. Staram się tam często wracać - mówi Monika. - Ale odkryłam, że jestem takim typem, któremu trudno usiedzieć w jednym miejscu. Poznaję Warszawę, lubię odkrywać nowe - zakątki, okolice placu Trzech Krzyży, stary Mokotów. Kto wie, gdzie ostatecznie odnajdę swoje miejsce. Może znudzę się Warszawą, może wyjadę za granicę, może pogna mnie do Paryża, Nowego Jorku czy Bostonu, gdzie mieszka mój przyrodni brat?

Wielkie miasto zastawia pułapki na Monikę. Przez te kilka miesięcy, które tu spędziła, zdążyła zostać bohaterką paru towarzyskich skandali. - Przyjęłam zaproszenia na kilka dużych imprez - prycha ze złością - i efekt był taki, że potem dowiedziałam się o swoich gorących romansach, zaznaczam, wykreowanych przez media. Połączono mnie z Marcinem Prokopem, didżejem Adamusem, Pawłem Wilczakiem i jeszcze z kimś. To było żenujące. - Monika jest bardzo piękną dziewczyną, niebezpiecznie jest mieć w tym środowisku naście lat i seksapil dojrzałej kobiety - dzieli się swoimi spostrzeżeniami Marcin Prokop. - Postanowiłam siedzieć w domu i nie pokazywać się, kiedy nie muszę - kwituje całe medialne zamieszanie wokół siebie Monika. Jak postanowiła, tak robi.

Zniknęła. Całe lato przepracowała. Mieszkanie traktowała jak hotel. Zawzięła się, ale było warto. - Budzę się rano i truchleję - zdradziła parę miesięcy temu Gali, pytana, co będzie z jej karierą. Teraz mówi z wyraźną ulgą: - Czuję, że miałam duży wpływ na tę płytę w każdym momencie jej powstawania. Ale wraca do chwil trwogi. - Miałam obawy. Przyjęło się, że ten, kto wygrywa Idola, zostaje niezauważony, nagrywa słabą płytę. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić? Jaką podpisać umowę? Nie miałam nikogo, kto mógłby mi doradzić. Zaufałam intuicji i nie żałuję. Zrealizowano moje marzenia i pomysły, nie narzucając swojego zdania. W teledysku promującym album przebieram się za faceta, domalowuję sobie wąsy. Pokazuję w ten sposób, że nie jestem kolejną plastikową pop-lalą. Jestem silną kobietą, dziewczyną z charakterem, która ma coś do przekazania. Wąsy wzbudzają kontrowersję, ale zdrową, nie muszę i nie chcę na ekranie epatować golizną. Przez tę płytę czuję się muzycznie spełniona, moja praca nie poszła na marne. Mam w sobie siłę, mogłabym dziś góry przenosić. Album Brodki wydany będzie w dwóch częściach. To zupełna nowość na naszym rynku i eksperyment. Teraz pierwsza część płyty, na drugą trzeba będzie poczekać cały miesiąc. Można się stęsknić, ale można i zapomnieć. - Daję ludziom ciasteczko na zachętę, posmakują i będą wiedzieli, czy chcą więcej, czy chcą kupić całą płytę. Mam nadzieję, że pierwsza rozbudzi ich apetyt na Brodkę. - Ta dziewczyna ma dobry gust, muszę to przyznać - mówi Marcin Prokop. I chociaż po skończeniu telewizyjnego show martwił się o jej muzyczną przyszłość, dziś podkreśla: - Płyta jest świetna. Monika śpiewa po angielsku bez obcego akcentu i mimo że czasem piosenki są dwa razy starsze od niej, wykonuje je z takim filingiem, jakby były specjalnie dla niej napisane. Mam do niej duży szacunek. Na płycie znalazło się wiele coverów, ale są też utwory, do których Monika sama napisała teksty. - To było najtrudniejsze zadanie, kilka razy się zniechęcałam - wyznaje. - Pojechałam do domu na tydzień, załamywałam się, denerwowałam, nie szło mi. Pamiętam, jak mama chciała po kryjomu pomóc. Jest przecież polonistką, nauczycielką w gimnazjum. Obudziła mnie, mówiąc: "Monika, mam dla ciebie tekst, jest świetny, rewelacja!". Pokłóciłyśmy się strasznie. "Mamuś, to wiersz, a nie tekst - powiedziałam". Było gorąco! Mama rzuciła kartką, ale w końcu zrozumiała, że to musi być moje. Tak się kłócimy i godzimy, ale nie potrafimy bez siebie żyć. A ja wiem z całą pewnością, że wolę pisać muzykę.Piękne teksty Albumu Brodki napisała inna finalistka Idola Ania Dąbrowska. Monika i Ania przyjaźnią się. Pracowały przy swoich płytach z tym samym producentem Bogdanem Kondrackim, mają te same inspiracje muzyczne, te same czarne idolki. - Ania zna parę historii z mojego życia - mówi Monika - może dlatego jej teksty są tak dobre. Totalnie się z nimi utożsamiam. Mówiła, że miłość jest na drugim planie i nie będzie o niej śpiewać, a jednak. Śpiewa, bo jak mówi, trzeba. To główny temat zatruwający życie wszystkim ludziom na świecie. - Miłość na mojej płycie jest trudna, bo mało jest wokół mnie tej idealnej i wspaniałej. Chciałam też odwdzięczyć się dwóm panom, którzy przelecieli jak płonące meteory przez moje życie (śmieje się). Czy będą wiedzieli, że teksty adresowane są właśnie do nich? Są inteligentni, powinni się domyślić - droczy się Monika, mrużąc oczy. Choć śpiewa o miłości, nie chce zdradzić, czy jest zakochana. Ale zaraz dodaje: - Byłam u wróżki, w październiku poznam kogoś od serca, wtedy złagodnieję.

Ostatnie parę miesięcy to dla niej prawdziwy skok na główkę do głębokiej wody. Ale nie wygląda na pannę, której sukces mógłby przewrócić w głowie. - Dostałam kopniaka od życia - przyznaje Monika. - Dziś jestem za siebie odpowiedzialna, żyję na własny rachunek. W duchu jestem o wiele starsza, niż wskazywałoby na to moje 17 lat. Żyję skromnie, zapomniałam, co to znaczy obiad, schudłam - wymienia jednym tchem. - Mam nadzieję, że przyjdzie taka chwila, kiedy nie będę musiała oszczędzać i jeszcze pomogę mamie, została przecież sama. Nie wyobrażam sobie świata bez niej. Rozmawiamy codziennie przez telefon, po kilka razy. Płacę strasznie wysokie rachunki, to mój największy problem życiowy (śmieje się). Mama czuwa nade mną. Ma do mnie totalne zaufanie, a ja nie chciałabym jej zawieść. Czy Idolka czegoś się obawia, czy patrzy ufnie w przyszłość? - Boję się samotności nie tylko damsko-męskiej, ale myślę o tym, że mogłoby zabraknąć mi bliskich, mamy... - zamyśla się na chwilę. - Boję się ludzi. Nie jestem otwarta na nowe znajomości ani tak ufna jak dawniej. Bywam nieludzko zmęczona. Miewam kryzysy, kiedy myślę sobie: "Boże, już chciałabym być na studiach, zająć się produkcją filmową, reżyserować teledyski, a jestem dopiero w drugiej klasie liceum". - Chciałabym zdać maturę, mieć spokój, wstawać o dwunastej. A tu o siódmej rano dzwoni budzik, jadę do szkoły tramwajem. Po lekcjach zaglądam do wytwórni, sprawdzając, co nowego słychać. Odrabiam lekcje. Jeśli tylko wystarcza mi czasu, spotykam się ze znajomymi. Znalazłam ich tu więcej niż w Twardorzeczce. Kiedy mam wolną chwilę, pędzę do kina, jestem kinomanką. Żadnych fajerwerków, ale dobrze mi z tym - mówi. Monika wydaje pierwszą płytę i co dalej? - Nie mogę doczekać się koncertów, kontaktu z publicznością. Jeśli uda mi się zaoszczędzić jakieś pieniądze, chciałabym kupić sprzęt do nagrywania: laptop, mikrofon, głośniki - wyrzuca z siebie jednym tchem. - Wtedy będę mogła w maleńkim domowym studiu, chociaż w dość prymitywnych warunkach, nagrywać piosenki na nowe demo. Muzyka to moja szansa, sposób na życie. Chciałabym dalej próbować sił, wydać drugą, już w całości moją, autorską w stu procentach płytę. Postawiłam pierwszy krok, nawet kroczek. Samo zwycięstwo w Idolu jest tak naprawdę niczym - przyznaje Monika.Brodka ma potencjał i energię. Zaśpiewała modny ostatnio new soul, ale czuć, że nie poszła w ten sposób za modą, ona czuje tę muzykę! - takie zdanie o Albumie Moniki ma krytyk muzyczny Robert Sankowski. - Płyta Brodki jest wielkim pozytywnym zaskoczeniem - komentuje Elżbieta Zapendowska, jurorka Idola. - Bardzo klimatyczna. Fantastycznie dobrano repertuar. I nie obchodzi mnie, czy zrobiła to wytwórnia, czy ona sama. Monika śpiewa, nie popisując się, że ma wspaniałą górę, dół czy barwę. Jest w niej jakaś prawda. W takich ustach słowa pochwały to naprawdę bardzo wiele. Zapendowska nie oszczędzała nigdy Idoli, była bezkompromisowa w ocenach. Na koniec jurorka dodaje: - Z powodu starości i zmurszałości prawie nic mi się już nie podoba, a Brodka jest świetna i czekam na jej kolejną płytę.

Monika Berkowska
Nr 40, od 27 września do 3 października 2004




wywiad "Dlaczego"
Monika Brodka "Nie daję sobie dmuchać w kaszę"

Jak w miesiąc sprzedała 22 tys. płyt

Jest jedyną postacią z "Idola", której się udało. W miesiąc sprzedała 22 tys. płyt, co w Polsce jest niezwykłym osiągnięciem. Krytycy wróżą jej świetlaną przyszłość. Ona już marzy o karierze w Stanach.

"I love Britney" - co znaczek takiej treści robi na czapce artystki uważającej się za soulową, grającą czarną muzykę i inspirującą się Eryką Badu?

To taki mały żarcik.

A tak serio?

To działanie trochę prowokacyjne. Symbol ma być odzwierciedleniem jednej z moich cech - złośliwości! Nie zgadzam się z wizerunkiem artystycznym Britney Spears, ale jej muzyka i teledyski są bardzo dobrze wyprodukowane. I tylko tyle chyba chciałam przez ten mały gadżet powiedzieć światu, choć nie jest on dla mnie jakoś specjalnie ważny.

Masz 17 lat, ale zawsze podkreślasz, że w duchu czujesz się dużo starsza? Ile tak naprawdę liczysz sobie wiosen, Moniko?

Trudno powiedzieć, ale rzeczywiście wewnętrznie nie żyję w zgodzie ze sobą - to taka moja mała dziwność.

Czyli Pecia, Truskawka i Małpiszon już nie są aktualne?

Nazywać mnie można różnie, i tak zawsze pozostanę Brodką!

A jesteś już na tyle duża, aby np. wystąpić w "Playboyu"?

Na razie nie. Choć w przyszłości trudno powiedzieć, jak to będzie. Na razie jednak wiem, że nie jest to mi do niczego potrzebne. Nie sądzę zresztą, że taką drogą powinnam podążać. Nie jest mi to do szczęścia potrzebne.

Ale jesteś już na tyle duża, by swoim wizerunkiem prowokacyjnie się zabawiać i np. robić z siebie w teledysku do piosenki "TEN" faceta. Po co w ogóle przyklejałaś sobie wąsy?

To był tylko zabieg wideoklipowy, ale pasujący do mojej osobowości. Powiem szczerze - jestem bardzo męska, waleczna i władcza. Mam w sobie dużo testosteronu, więc wąsy bardzo mi podpasowały. Poza tym piosenka "TEN" mówi o miłości i mężczyźnie, a ja nie chciałam ujawniać, kim on jest. Wolałam się za niego przebrać i być Brodką w kilku osobach naraz. Zresztą laski wyglądają bardzo w porządku z domalowanymi wąsami. Moim zdaniem to dla facetów bardzo pociągające. (śmiech)

Czy nie sądzisz, że stylizowanie się w Twoim wieku na silną kobietę może być odbierane przez ludzi jako trochę sztuczne?

W tej kwestii nie obchodzi mnie to, co myślą ludzie. Tak się czuję i robię to, co czuję. I tyle.

Wielu krytyków twierdzi, że Twoja płyta jest tak doskonała, że aż zbyt dobra jak na polski rynek fonograficzny.

Myślę, że nie. Nie wszyscy słuchają kiczowatego popu. Nie jest to muzyka undergroundowa i niezrozumiała, a dostaję już znaki, że płyta się podoba. Sprzedało się już 22 tys. płyt, więc chyba nie będzie tak źle. Ja po prostu taką muzę bardzo lubię i staram się czerpać umiejętnie od takich postaci jak Erykah Badu czy Meshell N'degocello. Ta muzyka ma niesamowity feeling.

Dlaczego na Twojej pierwszej płycie znalazło się tak dużo coverów?

Miałam potrzebę nagrania takiej płyty. Chciałam się zmierzyć z zaśpiewaniem piosenek mistrzów i myślę, że osiągnęłam zamierzony cel.

Jeden z utworów nagrałaś z Liroyem, choć wielokrotnie podkreślałaś, że nie chcesz być kojarzona z hip-hopem?

Nie staram się być ziomalką, Nie rapuję, nie śpiewam tekstów ze słowami "mother fucker" i "jo ziom". Na mojej płycie zarapował Liroy, bo po prostu go lubię i chciałam żeby to był on.

Ale potocznie takiego języka używasz?

Myślę ze wysławiam się poprawnie(śmiech)

Właśnie! Dotychczas byłaś i grunge'owcem, i metalowcem, i dzieckiem kwiatem, i punkiem, teraz mówisz, że najlepiej czujesz się w czarnej muzyce - soulu i r'n'b? Jaka tak naprawdę będzie Twoja następna płyta?

Dotychczasowe etapy muzyczne wynikały z mojego buntu życiowego. Nie wykluczam, że zmieni się coś także w przyszłości. Na razie jednak chciałabym skończyć szkołę i dopiero wtedy nagrać swoją drugą płytę. Ta następna będzie na pewno bardziej autorska, ale także utrzymana w czarnym klimacie.

W Warszawie mieszkasz zaledwie od ponad pół roku. Twoje przejście z rodzinnej wioski Twardorzeczki na Żywiecczyźnie do Warszawy musiało być ogromnym szokiem?

Na początku rzeczywiście było mi trudno. Zmiana szkoły, zmiana środowiska. Mama ciężko to znosiła, a ja się nie mogłam zaaklimatyzować. Na szczęście nie przywiązuję się do miejsca zamieszkania. I wcale za moją Hard River, jak nazywam Twardorzeczkę, bardzo nie płakałam. Ale dziś wiem, że Warszawa nie jest wcale centrum wszechświata.

A co jest tym centrum?

Nie wiem. Ale na pewno marzy mi się wyjazd do Stanów. Czy robić tam karierę? Każdy by chciał. Tyle że zdaję sobie sprawę, że wybić się na Zachodzie jest dziesięć razy trudniej niż w Polsce.

Myśląc o karierze w show-biznesie, zapewne w jakiś sposób wyobrażałaś sobie ten świat. Co Cię najbardziej w nim zaskoczyło?

Chyba najbardziej lanserstwo, które w Polsce kwitnie na duża skalę.

A jedzenie sushi, na które często chodzisz, nie jest lansowaniem się?

Nie sądzę. Każdy je, to co lubi. Po prostu. Tu chodzi raczej o to, że wiele osób wiele rzeczy robi na pokaz, tak, by o nich mówiono.

Wielu młodym ludziom marzy się praca w show-biznesie - co byś im poradziła?

Nie wydaję mi się, że jestem osobą, która powinna dawać jakiekolwiek porady - jeszcze na to za wcześnie, ale wydaje mi się, że jeśli chcą się przebić, muszą robić to, co czują i nie ulegać niczyim presjom. Myślę, że aby osiągnąć zamierzony cel, trzeba też się umieć kłócić o swoje. Ja przyznaję, że jestem, i kłótliwa, i uparta, ale sądzę, że to bardzo mi pomaga. Poza tym trzeba umieć wykorzystać szansę, którą ktoś im da, tak jak mi szansę dał program "Idol".

Początkowo miałaś iść na medycynę, prawo albo stomatologię, po „Idolu” koncepcja się chyba zmieniła?

Zdecydowanie. W przyszłości chciałabym się zająć produkcją teledysków. Dlatego od przyszłego roku, gdy przyjdzie czas wyboru studiów, swoje kroki skieruję do uczelni, które dają możliwość skończenia czegoś na kształt reżyserii klipów. Światy telewizji, muzyki i filmu są najbliżej moich zainteresowań.

Masz w sobie mnóstwo energii, jesteś niezwykle obiecującą artystką - m.in. właśnie dlatego jako magazyn "Dlaczego"

nominowaliśmy Cię do konkursu na najbardziej naadrenalinowanego człowieka roku, organizowanego przez telewizję AXN.

Bardzo miło to słyszeć, ale rzeczywiście jest w tym trochę prawdy. Czasami czuję, że mam ogromne pokłady adrenaliny, ale myślę, że znacznie więcej adrenaliny dostarczył mi skok na bungy niż koncerty przed tłumami.

Do trzeciej edycji europejskiego "Idola" jeszcze daleko, ale wiele osób uważa, że masz największe szanse spośród polskich artystów.

Europejski "Idol" to taka druga Eurowizja. Jak wygrasz, jesteś bogiem, jak przegrasz - nie masz życia. Nie chcę brać odpowiedzialności za cały kraj. Na szczęście w niektórych państwach nie było jeszcze drugiej edycji, więc pewnie nieprędko dojdzie do trzeciej.

Nie tylko śpiewasz, grasz na skrzypcach, ale piszesz również teksty do piosenek. Czy zawsze będą one o miłości, czy może o czymś mniej "prześpiewanym"?

Raczej o miłości, gdyż poprzez takie piosenki można wyrazić wiele innych uczuć. Na pewno nie będę pisać o psach w schroniskach czy o posłach samoobrony. A pisanie miłosnych piosenek wcale, jak się może wydawać, nie musi być tandetne. Nie trzeba pisać na zasadzie "jak kocham ciebie, ty kochasz mnie, kochajmy się", można to robić w bardziej delikatny i wyrafinowany sposób. I taki repertuar bardziej mi odpowiada. Takie piosenki chcę pisać. Choć od pisania wolę śpiewanie.

To prawda, że w pisaniu utworów pomagała Ci mama?

Mama jest polonistką i rzeczywiście chciała pomagać, ale powiedziałam, żeby jak najszybciej o tym zapomniała.

Ponoć kiedyś, gdy ksiądz za długo prowadził mszę, krzyknęłaś na cały głos "Myj, już myj te garnki, ja chcę iść do domu".

Nie pamiętam tego, ale tak ponoć było. Poza tym zrzuciłam kuzyna z drabiny, kolegę z mostu, koleżankę z sanek. Mama zawsze mówiła, że jestem trochę łobuzem, niektórzy muszą to zrozumieć.

Ile tak naprawdę w Twoich poglądach Ciebie, a ile wytwórni, której dużo już zawdzięczasz?

O wszystkim decyduję sama, choć rzeczywiście do wielu rzeczy dochodzimy wspólnie. Ale kiedy coś mi się bardzo nie podoba, potrafię tupnąć nogą. Nigdy nie daję sobie dmuchać w kaszę. Być może właśnie dlatego niektórzy już się do mnie zrazili. Kiedy np. ktoś chce zrobić sesję do jakiejś durnej gazety, a mi się to nie podoba, nie idę w to. Nie znoszę też pisemek, którą wypisują o mnie totalne bzdury - łączą mnie a to z Prokopem, a to z DJ-em Adamusem, a to jeszcze z kimś.

Ile tak młoda artystka jest w stanie zarobić na początku swojej kariery?

Powiem tak: zarabiam tyle, by sama móc się utrzymywać i nie obciążać wydatkami rodziny. Płacę gigantyczne rachunki za telefon, bo uwielbiam gadać, ale na razie nie stać mnie na ani własne mieszkanie ani na mercedesa. Koniec tematu.

A dlaczego tak młoda artystka chodzi do wróżki?

Nie chodzi. Była raz i wystarczy.

A dlaczego kariera udała się jej, a nie np. Ali Janosz?

Nie chcę komentować wyników ludzi z "Idola", bo nie chcę też, by komentowano mnie.

Gdy się Ciebie słucha i obserwuje, momentami ma się wrażenie, że nie tylko jesteś bardzo zadziorna, ale masz również niezwykle mocno rozbudowane ego?

Za zadziorność ponoć mnie kochacie. A ego? Nie sądzę. Na pewno nie czuję się gwiazdą, choć wiele osób już o mnie tak mówi. Bycie gwiazdą nie wiąże się z niczym dobrym. Może po prostu lubię czasem z ludźmi się kłócić. To taka cecha górali.

Chcesz wiedzieć więcej? Zapisz się do SID!
Więcej przeczytasz w magazynie "Dlaczego"
10 stycznia 2005




Monika Brodka - góralka z charakterem

Wpada w furię i drze na strzępy swoje wspomnienia. Twarda góralka z "Idola" wydała pierwszą płytę, a właściwie jej połowę, na której na pewno nie usłyszycie kawałków o plastikowych dziewczynach jak lalki Barbie.

Bravo: Zniknęłaś z naszych radarów kilka miesięcy temu. Co się z tobą działo?
Monika Brodka: Mam za sobą bardzo pracowity okres. W marcu przeprowadziłam się do Warszawy, zmieniłam szkołę, w wakacje nagrałam płytę, a teraz ją promuję. Może kiedyś uda mi się odpocząć...

Bravo: Nie czujesz się samotna w wielkim mieście?
Monika Brodka: Czasem jest mi smutno. Ale mam przyjaciół i kochaną mamę, która może przyjechać w każdej chwili!

Bravo: Masz jakieś ulubione miejsce, gdzie można Cię spotkać? Klub, albo kawiarenkę...
Monika Brodka: Kawiarenkę?! (śmiech) Zazwyczaj są to fast foody, bo kiedy mam czas, próbuję upolować coś do jedzenia!

Bravo: Co to za patent z Twoją płytą? Dopiero wydałaś dopiero pierwszą część "Albumu" ...
Monika Brodka: Zdaję sobie sprawę, że jestem dla ludzi wielką niewiadomą. Chcę, żeby mogli sprawdzić, na co mnie stać, wydając niewiele kasy. Mam nadzieję, że będą chcieli kupić drugą część, która ukaże się pod koniec października. Równocześnie wyjdzie cały album z bonusami.

Bravo: Wyjaśnij nam coś: jesteś nastolatką a wzięłaś na warsztat prastare hity Ala Greena i Marvina Gay'a! Kto dziś słucha takich dinozaurów?
Monika Brodka: Protestuję, to cudowni artyści! I kto powiedział, że jak mam 17 lat, to muszę śpiewać o lalkach Barbie?! Mnie się ten repertuar podoba i moje idolki wychowały się na nim!

Bravo: Czyli kto?
Monika Brodka: Erikah Badu Lauryn Hill. Zawsze chciałam zaśpiewać piosenki, których słuchali moi bogowie.

Bravo: Twoją płytę promuje smutny kawałek "Ten" : "Brak słów, brak nut, by opisać, co zrobiłaś mi, znikając bez dowidzenia". O kim śpiewasz?
Monika Brodka: Wolę zachować to dla siebie to dla mnie bardzo osobisty tekst. Chciałabym, żeby każdy interpretował go na własny sposób.

Bravo: W klipie do tej piosenki drzesz taśmy wideo. Co to znaczy?
Monika Brodka: To wyraz mojej furii, wściekłości. Taśma jest symbolem wspomnień, które nie mają już dla mnie znaczenia. Nie kojarzą mi się miło, dlatego rozprawiam się z nimi z taką złością. Ale to moja interpretacja. Jeśli ktoś odbiera to inaczej, nie mam nic przeciwko.

Bravo: Jakie jest Twoje motto życiowe?
Monika Brodka: Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni.

Źródło: Bravo




Damski Lenny Kravitz

Monika Brodka w maju 2005 roku, kilka miesięcy po wydaniu debiutanckiego "Albumu" (2004), zaatakowała listy przebojów premierową piosenką "Miałeś być". Utwór został nagrany specjalnie na potrzeby opolskiego konkursu "Premier" i stał się jednym z faworytów. Piosenka znajdzie się również na reedycji debiutanckiej płyty Moniki, która ma trafić do sklepów jeszcze przed wakacjami.
Z tej okazji, tuż przed występem w Opolu, z Moniką Brodką rozmawiał Artur Wróblewski. Piosenkarka opowiedziała o oczekiwaniach związanych z udziałem w konkursie "Premier", swoich wakacyjnych planach i czwartej edycji "Idola".

Do twojej nowej piosenki "Miałeś być" powstał intrygujący teledysk. Jak ci się podoba?

Teledysk bardzo mi się podoba. Jestem z niego zadowolona, ponieważ gram w nim dwie, a właściwie nawet trzy osoby. Raz jestem wampem, później niewinną dziewczynką, a na koniec jeszcze policjantką. Przede wszystkim podobają mi się efekty, podoba mi się też scenariusz. Jestem z niego naprawdę zadowolona.

W której z tych odsłon czujesz się najlepiej?

(śmiech) W tej pierwszej. Sceny rozpoczynające teledysk najbardziej mi się podobają. Stylizacja w nich jest trochę przerysowana, trochę gwiazdorska. Jestem takim damskim Lennym Kravitzem. Dlatego to mi się najbardziej podoba.

Zdradź mi, co jest przyczyną twojego aresztowania w wideoklipie do "Miałeś być"?

Zostałam aresztowana, ponieważ jestem skandalistką. Z jakiejś imprezy zabiera mnie policja i zakuwa w kajdanki. Przed wejściem stoją kobiety - to są feministki, które mnie nienawidzą. Wykrzykują na mnie różne dziwne rzeczy. Musiałam coś tam nabroić!

Piosenka "Miałeś być" bierze udział w konkursie "Premier" festiwalu w Opolu. Jaki są twoje oczekiwania związane z występem w tej imprezie?

Jakie są moje oczekiwania? Mam nadzieję, że opolska publiczność mnie pokocha. Bardzo się cieszę, że będę mogła tam wystąpić. Poza tym nie mam specjalnych oczekiwań. Wiadomo, że biorąc udział w różnych konkursach, liczy się na jakąś tam wygraną. Ale ja się na to nie nastawiam. Cieszę się, że tam wystąpię i wolę się miło zaskoczyć, niż niemiło rozczarować.

Wkrótce do sklepów trafi reedycja twojej debiutanckiej płyty "Album", tym razem w wersji podwójnej. Dlaczego zdecydowałaś się na ten krok?

Z tego, co wiem, bo jeszcze nie ma ostatecznej wersji drugiej płyty, znajdą się niej remiksy moich piosenek. Bardzo mi na tym zależało, bo znam wielu fajnych ludzi, którzy mogą takie remiksy zrobić. A przede wszystkim chciałam na tej płycie umieścić moje klipy.
Właściwie to nie powinnam jeszcze o tym mówić, bo tak do końca ten drugi krążek nie nabrał ostatecznych kształtów i nie wiadomo, co się na nim znajdzie. Wciąż czekamy na ostateczne wersje remiksów.

A czy masz już jakieś plany związane z kolejną płytą z premierowym materiałem?

Nie, jeszcze nie. Płyta najprawdopodobniej pojawi się dopiero w przyszłym roku, bo jeszcze nie rozpoczęłam nad nią pracy.

Zbliża się lato. Czy zatem masz jakieś wakacyjne plany?

Przede wszystkim występy. Mam kilka tras koncertowych i właściwie wszystkie weekendy do końca września mam zajęte. Ale mam nadzieję, że znajdę chwilę wolnego czasu i wyrwę się przynajmniej na tygodniowe wakacje. Chciałabym pojechać na Kubę.

Kończy się kolejna edycja "Idola", więc nie mogę cię o nią nie zapytać. Czy śledzisz program?

Nie za bardzo. Szczerze mówiąc widziałam jeden odcinek. W każdy weekend gram koncerty i chociaż nawet bym chciała, to nie mogę oglądać "Idola".

W przeprowadzonej przez portal INTERIA.PL ankiecie nasi użytkownicy uznali cię za najlepszego "Idola" ze wszystkich dotychczasowych edycji...

(śmiech) Jestem mile zaskoczona. Cieszę się, że ludzie mnie polubili, kupili moje płyty i dali mi kredyt zaufania. Bo wiadomo, że płyty uczestników programu sprzedają się różnie. Jedne się podobały, inne nie, dlatego doceniam ten fakt. A wynik ankiety to tylko dowód, że zdobyłam sobie szacunek. Bardzo się cieszę.

Drugie miejsce w naszej ankiecie zajęła Ewelina Flinta, a trzecie Ania Dąbrowska. Reszta była daleko z tyłu. Czyżby wynikało z tego, że kobiety są lepszymi "Idolami"?

W dotychczasowych programach zwycięzca był tylko jeden [Krzysztof "Zalef" Zalewski - przyp. red.], a zwyciężczynie dwie [oprócz Moniki była to Ala Janosz - przyp. red.]. Jeżeli ankieta tak to pokazuje, to chyba rzeczywiście tak jest (śmiech).

Dziękuję za rozmowę. www.muzyka.interia.pl




Coraz silniejsza

Na jakim etapie kariery teraz jesteś?

Wydaje mi się że jak na mój wiek osiągnęłam dużo. Teraz bardziej boję się zastoju w kjarierze niż jakiegoś upadku. Do tej pory nie poniosłam żadnej porażki i jestem coraz silniejsza, mam coraz więcej energii i wiary w siebie. To pomaga mi przetrzymać złe dni. Dużo się teraz dzieje w mojej muzycznej działalności i wszystko dobrze leci.

Jak ważna jest dla Ciebie kariera?

Bardzo ważna. To się łączy ze sposobem na wyrażenie siebie, na spełnianie marzeń, możliwości utrzymywania się z tego, co się lubi. Ważna jest też dla mnie radość ludzi, któych widzę na koncertach, którzy śpiewają ze mną moje piosenki. Tego wszystkiego nie da się zamienić na coś innego.

Jak udaje Ci się łączyć pracę z nauką?

Jest bardzo ciężko. Ale poradziłam sobie, zaliczyłam kolejny rok i jestem z tego bardzo dumna. Szkoła jest dla mnie równie istotna jak kariera. Nie chcę być wokalistką, która nie ukończyła liceum i nie zdała matury.

Myślisz o studiach?

Oczywiście. Chciałabym studiować reżyserię.

Dlaczego akurat reżyserię?

Bo uwielbiam kino. Potrafię obejrzeć pięć filmów dziennie. Jestem totalną kinomanką. Fascynują mnie kulisy filmu - to co się dzieje za kamerą.

Przestaniesz śpiewać?

Nie porzucę śpiewania.

Co robisz jak nic nie robisz?

Wyleguję się i oglądam telewizję. Jak jest śnieg, jeżdżę na desce.

Najgłupsza plotka jaką słyszałaś?

Że mam romans z Marianem Krzaklewskim. Wzięło się to stąd, że kiedyś poprosił mnie abyśmy zrobili sobie razem zdjęcie. Potem gazeta na "F" napisała że mamy romans.

Śledzą cię paparazzi?

Zdarza się, że za mną chodzą. To czasem denerwujące, ale staram się panować nad emocjami.

Planujesz chociaż urlop?

W sierpniu chcę pojechać na Kubę. Fascynuje mnie muzyka i kultura tamtego regionu.



TeleTydzień



  
   Reklama

Copyright © 2Q.pl 2005 r. Wszystkie prawa zastrzeżone.


Linki sponsorowane: Iwona Młyńska Dentafem